Powrót bohaterów ostatniej hossy
 |
|
 |
Powrót bohaterów ostatniej hossy
jarek - 09-05-2010 07:02
Powrót bohaterów ostatniej hossy
Dynamiczne wzrosty cen akcji spółek średniej wielkości zawsze były nieodłącznym elementem każdej hossy. Euforia, jaka w ostatnich miesiącach zapanowała na tym rynku, powoduje, że za uszy wyciągani są coraz bardziej ryzykowni outsiderzy.
Jak to zrobić, by na wieść o sprzedaży przez giełdową spółkę połowy swojego najważniejszego aktywa za 200 mln zł inwestorzy rzucili się do kupowania jej akcji i wywindowali jej kapitalizację do ponad 1 mld złotych? Wystarczy być Ryszardem Krauzem, a całą akcję przeprowadzić podczas przesilenia wiosennego, które w tym roku na warszawskiej giełdzie okazało się bardzo gorące.
Gwiazdą był Petrolinvest, firma Krauzego poszukująca ropy w Kazachstanie. Najpierw przez pierwsze dwa tygodnie marca br. można było na niej zarobić aż 148 proc., a zaraz potem w równie szybkim tempie to stracić, gdyż w ciągu czterech dni jej akcje potaniały o 45 procent. Na inwestorów tak podziałała informacja o współpracy Krauzego z francuskim koncernem wydobywczym Total, że początkowo przeoczyli, ile będzie ona kosztowała spółkę.
Podobnie było z ogłoszonym przez IDMSA przejęciem polskiego oddziału bankowości korporacyjnej WestLB. IDMSA to biuro maklerskie kontrolowane przez inną gwiazdę minionej hossy – Grzegorza Leszczyńskiego. O banku marzył od trzech lat, wreszcie go kupuje, ale, bagatela, za 250 mln złotych. W transakcji wspiera go fundusz private equity Abrys Capital, który obejmie 55 proc. udziałów banku. Po tej informacji kurs IDMSA wzrósł o 15 procent. Liczyło się to, że małe biuro maklerskie w walce o WestLB przelicytowało samego Leszka Czarneckiego. Niewielu zastanawiało się, jak sobie poradzi z zarządzaniem korporacyjnym bankiem odłączonym od centrali w Düsseldorfie. Spółek, o których w połowie marca przypomnieli sobie inwestorzy, było więcej: bez większego powodu nagle zaczęły rosnąć kursy MCI, funduszu venture capital Tomasza Czechowicza, Alchemii, hutniczej spółki Romana Karkosika czy mięsnego koncernu Macieja Dudy.
To zresztą tylko kilka najświeższych przykładów euforii, jaką od trzech miesięcy wywołują wśród inwestorów spółki średniej wielkości. W tym czasie główny indeks warszawskiej giełdy WIG20 wzrósł zaledwie o 3 proc., natomiast na takich papierach, jak ABM Solid, Amica, Astarta, ATM Grupa, Bakalland, City Interactive, Cinema City, Cormay, Impexmetal, Mercor, Rafako, Radpol, Tell, Unibep, można było zarobić od 30 do ponad 100 procent. – Widać, że inwestorzy finansowi szukają ciekawych perspektywicznych spółek, które jeszcze w niewielkim stopniu uczestniczyły we wzrostach, ale jest ich coraz mniej – mówi Dawid Sukacz, prezes funduszu BBI Capital.
Kiedy już je znajdą, dosłownie się na nie rzucają, windując kurs. Dobrym przykładem może być Mercor. Na zorganizowaną w lutym prezentację wyników za czwarty kwartał 2009 r. stawiła się cała czołówka zarządzających TFI i OFE. Spółka nie mogła specjalnie pochwalić się wynikami, zysk z 13,7 mln zł w czwartym kwartale 2008 r. spadł do 5,7 mln złotych. Ale chciała o sobie przypomnieć i przekonać inwestorów, że na tle branży nie wygląda źle, a perspektywy się poprawiają. Zatrudniła do tego CC Group, doradców od relacji inwestorskich. – Zamiast koncentrować się na produktach, pokazaliśmy dziedziny, w których Mercor był historycznie mocny, takie jak energetyka, z czego niewielu inwestorów zdawało sobie sprawę, a które teraz mają szansę rosnąć – tłumaczy Adam Kalkusiński, prezes CC Group.
W ciągu trzech miesięcy kapitalizacja urosła o ponad 44 procent. To najlepszy dowód, że na rynek w coraz mniejszym stopniu wpływ mają wyniki kwartalne, a rządzić zaczyna psychologia i myślenie, że wzrosty na giełdzie wyprzedzają to, co naprawdę dzieje się w realnej gospodarce – tak jak to miało miejsce już wiele razy w historii, ostatnio na przykład w 2003 roku, kiedy zaczynała się poprzednia hossa.
Dlatego nawet słabe wyniki kwartalne nie są powodem do przeceny. Tak jak w przypadku City Interactive, producenta gier komputerowych, który w czwartym kwartale 2009 roku miał 9,1 mln zł strat, przy 8,1 mln zł przychodów. A wystarczył opublikowany kilka dni później wywiad w gazecie z Markiem Tymińskim, właścicielem spółki, by jej kapitalizacja wzrosła o 30 procent. Podobnie rzecz się miała z koncernem mięs nym PKM Duda. Choć w czwartym kwartale pokazał 117 mln zł strat, to samo pojawienie się w mediach Macieja Dudy wywołało zwyżkę ceny akcji spółki o 13 procent. Widać, że na rynku nie brakuje pieniędzy, a problemem jest raczej znalezienie sensownych i jeszcze w miarę tanich aktywów. Wystarczy spojrzeć na wskaźniki ceny do zysku średnich spółek, które w niewielkim stopniu ucierpiały na kryzysie: NG2 (24), Eurocash (25), Comarch (24), LPP (30), żeby zorientować się, jak wyśrubowane są wyceny liderów. Każda dobra wiadomość jest z miejsca dyskontowana.
Tak jak sukces Ipopemy, która w połowie marca otworzyła biuro maklerskie na Węgrzech, od razu zdobywając 7 proc. udziałów w rynku. W ciągu trzech dni jej kapitalizacja wzrosła o 53,4 mln zł (21 procent). Podobnie było z Marvipolem, deweloperską spółką, która w czwartym kwartale zaczęła sprzedawać mieszkania w nowym apartamentowcu Melody Park i pokazała zaskakująco dobre wyniki – 24,8 mln zł zysku. Po ich ogłoszeniu kapitalizacja skoczyła o 201 mln zł (33 procent). W przypadku MCI wystarczyła informacja, że fundusz wygrał kolejną odsłonę sporu ze Skarbem Państwa o 33 mln zł odszkodowania, by kapitalizacja spółki podniosła się o 60 mln złotych.
Tym, którzy nie zdążyli załapać się na wzrosty, pozostają coraz bardziej spekulacyjne tematy, takie jak Petrolinvest czy IDMSA. W przypadku tych spółek ryzyko jest większe, dlatego szczególną popularnością cieszą się wśród inwestorów indywidualnych. Bo kupowanie tak skomplikowanego przedsięwzięcia, jakim jest bank, i w tak wyrafinowanym segmencie jak bankowość korporacyjna, to zawsze ogromne ryzyko.
To ryzyko jest jeszcze większe w przypadku Petrolinvestu. Sygnałem do kupowania jego akcji była decyzja o pozyskaniu 50 mln euro kredytu od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Dzięki temu Krauze nie tylko zapewnił spółce dalsze finansowanie kosztownych prac poszukiwania ropy, ale też uwiarygodnił spółkę wśród inwestorów. Natomiast umowa z Totalem o przeniesieniu połowy praw do OTG, najcenniejszej koncesji Petrolinvestu, w zamian za 200 mln zł finansowania, pokazała, w jak ciągle trudnej sytuacji jest spółka i na jakie kompromisy musi się godzić. Kiedy zaczynają rosnąć takie spółki, pojawia się pytanie, czy to ciągle jest fala wzrostowa, czy już szaleństwo zakupów. Na razie pocieszające jest to, że kurs IDMSA po informacji o przejęciu banku wzrósł tylko o 15 proc., a cena Petrolinvestu po początkowych wzrostach wróciła prawie do wyjściowego poziomu, tak samo jak było z PKM Duda. Widać, że daleko jeszcze do roku 2007, a inwestorzy ciągle starają się inwestować racjonalnie. Mają pieniądze i się nimi bawią, szukając niedowartościowanych aktywów.
zródło :Forbes
Welcome -
Nie możesz zobaczyć dalszych wiadomości, proszę zaloguj się rejestracja.
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plzambezia2013.opx.pl
|
|
|
|